Śmiech przez łzy
gdy się zbyt długo przyglądam światu,
który ogonem się wciąż obraca
dla poprawności w kwestii dyktatu.
Śmiech mi się przy tym z ust wciąż wyrywa.
Dobrze, że gorzko płakać się nie chce,
gdy rzeczywistość z gruntu parszywa
dozą szaleństwa zmysły nam łechce.
W tyranii wstydu i tolerancji,
tradycję spycha wciąż na rozstaje.
Po cóż wytykać rozwiązłość Francji,
jak tu dewiacja prawem się staje.
Gdy reklamujesz wątłe zalety,
owoców co są zwyczajnie chore,
fakt ten w logicznie wniosku niestety,
dla licznych jabłek staje się wzorem.
A potem krzyczysz cierpiąc katusze,
że twe wysiłki źle zrozumiane.
Już nie pomogą sprytne retusze,
jeśli umysły zmanierowane.
Gdy normą będzie droga na skróty
i się rozmyją autorytety,
to „koń kuleje”, wszak nie podkuty
i nie pojedziesz na nim niestety.
Wszak gdy za ciebie myśli maszyna,
gdyż w głowie echo pulsuje głuche,
znaczy że pragną stworzyć kretyna,
albo lewaka skleić z komuchem.
Rozum w kłującym skrył się agreście
a prawo ktoś chce wcisnąć kolanem
i mało takich, którzy w proteście
by mu na drodze legli Rejtanem.
A życie płynie, na nic nie czeka.
Brzeg, łez rozmywa masą konwencji.
I coraz trudniej spotkać człowieka,
bez w ręku sztucznej inteligencji.
