Kolejny dzień
Natrudził się sporo od pierwszych chwil świtu.
Odmierzał godziny jak płat aksamitu,
tasując sekundy z wprawnością szulera.
Nowy miliard długu dorzucił do puli.
Zamknął znów w szpitalach kolejne oddziały.
Gdzie dziś czarne kitle i czarne sandały,
protest żeby chorych na zmiany uczulić.
Jakiś zakład zamknął, chyba w Pabianicach
i Bolka z francuskim Makronem nawiedził,
chcąc żeby prezydent ich w tym nie uprzedził,
przez chwilę na aucie została stolica.
W rządzie zasiał ferment. Skłócił opozycję.
Pilnował by władzy nie wyszły afery,
że pani wraz z pieskiem zawstydza kamery,
panowie zaś z dziećmi trenują pozycje.
Kłamstw setkę znów sprzedał zachłannej czeredzie,
mówiąc że wszystkiemu winni poprzednicy.
A oni pracują, a nie po próżnicy,
mielą językami jak ogonem śledzie.
Przypomniał raz setny fakt że forsy nie ma,
oraz że nie będzie, gdyż to PiSu wina,
co jest niczym stara onuca Putina
i pszczół które brzęczą udając Golema.
Mija dzień jak co dzień dzieląc świat od nowa.
Wnuki będą jego wielkie długi spłacać.
Ten kto myśli, pewnie widząc to ma kaca,
że znowu uwierzył w szarlatańskie słowa.
