Dziesięć minut
skoro nikt mi nie da gwarancji, by przed sobą się schronić
i przynajmniej na chwilę odpocząć od myśli pogoni
która nie czyni mnie szczęśliwym, pomimo kolejnych warstw zbroi
Własna świadomość nie pozwala mi na szczęście z kobietą
już go nawet nie chcę - bo weźmie różę, a we mnie zostawi beton
odwagi przez to mam pod dostatkiem, by o tym mówić
chociażby dlatego że nigdy nie potrafiłem się z miłością skłócić
Na szczęście mam w sobie na tyle ulgi, by odpuścić ten wiersz;
Odpoczywam od własnego stylu pisania, niczym więzień
który zaczerpnął powietrza, przez mozolny przymus
wejścia w strefę bezpieczną od wielokrotnych rymów
Mam po prostu potrzebę oczyszczenia, poprzez byle jaki wiersz
tyle waży kres wytrzymałości poprzez imperatyw w tle
wyluzowania - bo nie cierpię jak mnie boli głowa
przeładowana świadomością od słowa do słowa
Napisałem to wszystko powyżej w osiem minut z sekundami
lecz to żaden wyczyn obejść przymus wespół z łzami
związanymi ze zmęczeniem materiału w pędzie spisu
w ramach oczyszczenia - z zegarkiem w ręku przez dziesięć minut...
