Winna
Tak ciutkę — lecz żeby zobaczył.
Brew mi zadrgała, gdy zerknął wreszcie,
Z wrażenia o ścianę zahaczył.
Zaśmiałam się cicho, wiedząc, co robię,
Tak dobrze znając te gierki.
Dobrze, że suknię ubrałam różową,
Jak słodkie, pudrowe cukierki.
Mówią, żem cicha, odziana jak
Ania z Zielonego Wzgórza,
A ja we włosach łapię wiatr,
W mym ciele i ogień, i burza.
Skryta, namiętna — to nici dwie,
Które mnie niegdyś uszyły.
Jeśli spróbujesz odważyć się,
To skosztuj mnie nieco, mój miły.
Będę słodyczą dla Twoich ust,
Śladami na twoim ramieniu.
Uważaj, bo kiedy posiądziesz już mnie,
Zapomnisz o Bożym istnieniu.
