Przepychanki z zazdrością
co leży w polu gdzieś pod Bydgoszczą,
ludzie nagminnie sobie zazdroszczą,
wielcy krezusi i nocni stróże.
Śpią mało w nocy, jedzą niewiele,
piją zaś sporo jednak nie wodę,
pragnąc odzyskać życia pogodę
i wymarzone miejsce na czele.
Czasem zazdroszczą szybkiego auta,
posady, władzy, pięknej kochanki,
dla świń czterdziestu worków mieszanki,
lub wiatru w żaglach, gdy wokół flauta.
Każdy pazerne zaciera ręce
i kombinuje na pełną skalę,
by los na swoją przeważyć szalę
i mieć zasobów znacząco więcej.
Ale nie zawsze. Czasem się zdarza,
że mniejsza ilość zazdrość wywoła,
biorąc na rogi z siłą bawoła,
lub ponurego mocą żniwiarza.
Szczególnie wiosną siłą przechery,
jeśli sąsiadka pełna słodyczy
schudnie, to zazdrość z rozpaczy krzyczy.
„Ona ma mniejsze cztery litery!”
