Marcowa miłość
i planuje już zarys wesela.
Biała suknia i welon też biały
i niebieskie na torcie migdały.
Limuzyna i męska orkiestra,
najpóźniej miesiąc po dniu Sylwestra.
Do tańca będą wielkie dwie sale.
Potem kulig, jak to w karnawale.
A on okrutnie jest zakochany.
Na dzień kobiet dał trzy tulipany,
czerwone co jak wiecie oznacza,
że uczucie go matnią osacza
niczym jelenia, który w ofercie
ma atrakcje po Św. Hubercie.
Na dzień wiosny, bez żadnych przymusów
wręczył bukiecik wonnych krokusów.
I słonecznie jak przy tym się śmieje.
Prosty wniosek. "On za mną szaleje".
Choć czasami te jego amory
przemieniają się w zwykłe humory.
Za dnia z chęcią mnie z ciuchów rozbiera,
a wieczorem jak jakiś przechera,
miast wychwalać mą cudną urodę,
to dotykiem swym aż ścina wodę.
Ciągłe zmiany serwuje z ochotą.
Rano słońce, a wieczorem błoto.
I głupoty wciąż klepie, wszak gada
że uwielbia jak wieje i pada.
W końcu siadła i pisze orędzie.
"Z tej miłości nic raczej nie będzie.
Jam radosna jest wiotka i słaba,
a ty "mażesz" się przy mnie jak baba.
Choć uczucie twe mnie onieśmiela,
to nie zagra już dla nas kapela.
Szkoda, że pójdzie w niwecz przedpłata,
lecz poczekam na miłość do lata."
