Koszmarny sen
W samym środku nocy przesyconej mrokiem,
wśród posępnych cieni szukałam jasności;
W poświacie księżyca, pod gwiazd czujnym okiem,
zaszlochało serce zdradzone w miłości.
Myśl, jak sęp upiorny, siedzący na skroniach,
dziobała sens życia do granic zwątpienia;
W aksamicie nocy, z ostrzem w drżących dłoniach,
czekałam w milczeniu na znak dopełnienia.
Na samym dnie nocy, gdzie sens się rozpada,
przyszła myśl zbawienna, w nadzieję ubrana;
Świtezianka – rzekł cień – to przecież ballada,
o zdradzie i duchach, mistyką owiana.
Świt cicho mnie zbudził, spojrzałam zdziwiona…
Śniłam w twych objęciach miłością natchniona.
