Koniec
Hej, gdzieś tam w okolicy posępnej i górskiej
(Nie wiem czemu tę scenę zawsze widzę w górach)
Stanęły przeciw sobie, tak jak w Teutoburskim
Lesie - pierwotna dzikość i stara kultura.
I błyszczały puklerze w słońcu blaskiem złotym,
Chłopcy dzielni i piękni w równym szyku stali,
Naprzeciw jakieś dziwne i żałosne roty:
Ludzie w skóry odziani, śmierdzący i mali.
Nagle na wojsko spadła kamieni ulewa,
Beczki smoły gorącej, cuchnącego błota;
Na karne czworoboki waliły się drzewa,
Które wcześniej zdradziecko podcięła hołota.
Była jatka, nie walka. Wszędzie krew się lała,
Padało dumne wojsko i padał las stary,
W dolinach wsie płonęły, a dzicz zajmowała
Coraz większe zniszczone kompletnie obszary.
Morze ruin, co po tych walkach pozostało,
Kiedy dawną kulturę chamstwo wykurzyło
Wciąż jeszcze - na ironię - Europą się zwało.
Chociaż wszyscy to czuli, że już Azją było.
.
