Obalacz
W zadymionej spelunie
Sącząc cienką kawunię
W samym kącie, od bufetu z dala,
Gdzieś u muru załomu
Niepotrzebny nikomu
Siedzi sobie samotny obalacz.
Ubek walił go w nery,
A dziś biedny emeryt,
Bez przyjaciół - ot losu ironia...
Przy kimś, kto się przysiada
Chce się biedak wygadać.
Może klient postawi mu koniak...
Przyszła dama. Przed damą
Znów historię tę samą,
Jak gramofon odtwarza od nowa
I wspomina, że nocą -
Sam już nie wie dziś po co -
Za komuny gazety drukował.
Nie miał wtedy tej wiedzy,
Że zawiodą koledzy.
Nie przypuszczał on tego, bo skądże?
Nie chciał żadnych milionów,
Tylko we własnym domu
Chciał żyć wolno, uczciwie i mądrze.
No i jakoś się stało,
Że wolności tak mało,
Że uczciwość też trudno jest znaleźć,
A z mądrością najgorzej.
Każdy przyznać to może,
Że u władców nie znajdziesz jej wcale.
Może dzisiaj na nowo
W Polskę słać wolne słowo,
Może naród obudzić należy?
Ale czy da się dzisiaj
Ufnie, jak wtedy pisać,
Kiedy nikt już nikomu nie wierzy?
- Gdzie uczciwość? Gdzie honor? -
Pyta z głową spuszczoną,
Jakby szukał wciąż czegoś na ziemi.
- Kto przewidzieć mógł u nas,
Że gdy padnie komuna
Tak niewiele w istocie się zmieni?
Ale z życia swojego
Nie żałuje niczego.
Dziś je chętnie powtórzyłby, bowiem:
- Dziś człek życia nie czuje,
Nie pozna, jak smakuje,
Za to wtedy naprawdę żył człowiek.
Gdy słuchaczka odchodzi
Doda: - Byliśmy młodzi...
I się z krzesła podniesie niemrawo,
Bo chce być elegancki.
Złoży ukłon szarmancki
I zostanie w swym kącie nad kawą.
.
