Mamie
Mamo, nie pamiętam już Twoich ramion,
Piaskowe szczyty znów dźwigają tęsknoty,
uderza w strzeliste pinakle i leśne wykroty.
Echem niesie znad torfowych przedramion.
Szukam Ciebie pośród ulic imion.
Myśli wysyłam gdzie sadów pieszczoty,
Ileż na liściach znajdę gwiazd klejnoty,
Zmarszczeniem serc, tych tysiące znamion.
Deszcze o podium na szybie bój toczą.
Szumią dwutaktem werbli blaszane sieroty
w kaleką barwistość ubrane mory tłoczą.
Czucie palców odrętwieniem znów broczą
Babim latom nałożysz wiatru kajdany,
Snów nieprzespanych co z ciszą się boczą.
