Zawyżony poziom
lub na ramionach przydrożnych krzyży
ci, którzy idąc z losem w zaparte,
pragnęli w życiu poziom zawyżyć.
Na prawdzie zamki swe budowali,
bliźnich wspierali pomocną dłonią.
Lecz nikt niestety ich nie pochwalił,
traktując nozdrza cuchnącą wonią,
Chociaż tyrali w trudzie i znoju,
w kieszeń nie wpadła dźwięczna moneta,
gdyż nie wspierali innych nastroju,
uparcie mówiąc, „róbta co chceta”.
Nikt ich nie lubi, mając wręcz za nic,
wszak sieją ziarno poczucia winy.
Spychani zawsze na brzeg otchłani,
by pletli z marzeń senne ruiny.
Chce im się zawsze, wciąż mają wenę.
Nawet gdy wszyscy leżą pod krzakiem
tłumacząc lenia jako migrenę,
albo na końcu pleców czyrakiem.
Wstają, choć mogli spać do południa.
Mają na każdy cyklon szalupę
i choć to spacer z psieckiem utrudnia,
do worka karnie zbierają kupę.
Piszą chcąc zmieścić słowa w kanonie.
Mówią jeżeli ktoś brnie na skróty.
Dostają za to sarkazm w bilonie
i worek żółci lekko rozpruty.
Jeśli powietrze zadźwięczy w płucach,
to choć świat czasem wysiłki łaje,
nie wolno wzniosłych zasad porzucać,
no bo tak robią tylko mazgaje.
