Runy
z klapy czarnego munduru.
Niechaj korzenie puszczą nad ranem
stając się częścią konturu,
który skrupuły lotne uciszy,
oraz zagłuszy sumienie.
Niechaj wyryje w druku afiszy,
że twój hedonizm jest w cenie.
Co znaczy jakiś zlep komórek?
Twe życie się nie powtórzy.
Stań do selekcji w blasku laurek,
to nie zadanie dla tchórzy.
Wszak ty dziś jesteś Bogiem dla świata.
Ten stary ci nie podskoczy.
Co dotąd święte przesłoni łata,
na resztę się przymknie oczy.
Ty na ulicy najlepszą matką.
Tobie kwiat i całus czuły,
kiedy za rączkę idziesz z Agatką,
A Staś i Jaś to szczegóły.
Kariera w końcu nie śpi pod płotem,
ani wakacje na Krecie,
nowy samochód, piesek i kotek
i jeszcze inne rupiecie.
Niestety dzieci uśmiech radosny,
nie znalazł szczęścia aż tyle.
By rosnąć do gwiazd, mogły jak sosny
i piękne być jak motyle.
Runy się świecą, grają fanfary.
Miłość wytarta z obrazu.
Za kilka latek pewnie swych starych,
wyślesz z orkiestrą do gazu.
Wokół zajadłe wojny wysiłki.
Nadchodzi śmierć z każdej strony.
Co dzień spadają głowy jak piłki,
z ramionek nienarodzonych.
