niebiańska mucha...
Pod bramą niebieską Piotr siedzi pospołu z aniołami Pana koło Jego stołu. Anioły swe pióra z nudów wzajem gładzą, a Piotr razem z Panem rozmowy prowadzą. Cicho i spokojnie się im w niebie żyje, wszystkich dogodności mają aż po szyje, czasem, chociaż z rzadka jakaś wchodzi dusza i tą atmosferę spokoju porusza. I tym razem także Piotr z Panem siedzieli, a swe wielkie pióra czesali anieli, jak ktoś delikatnie do bramy zastukał i przez mają szparkę jednym oczkiem kukał. Piotr otworzył wrota; patrzy dziecię stoi i słodziutkie minki do świętego stroi. Ma on jasne ciałko, policzki różowe i w bujne kędziorki ozdobioną głowę, do tego oczęta bardzo niebieściutkie, a rączki i nóżki jak świnka tłuściutkie:
- Umarłeś biedaku, tuż po urodzeniu, przynajmniej uciekłeś ziemskiemu cierpieniu. Śliczny jesteś taki, jako malowany, jednym słowem rzekłszy cherubin odlany. Damy ci skrzydełka, będziesz w pierwszym rządku, bo z takim maluchem wszystko jest w porządku.
I poszła dziecina, jako anioł mały śpiewać na potęgę i moc Bożej chwały. Zdarzenie się owe nie raz powtórzyło, Piotr wpuszczał chłopaczków, chór grał pełną siłą. W pierwszym rządku stoją małe cherubinki; trele wyśpiewują robiąc śmieszne minki i znów jest anielsko i błogo na niebie.
Aż tu niespodzianie, dusza jest w potrzebie, puka biedna cicho i jak malec płacze. Myśli Piotr po cichu:
- Znów dziecko zobaczę - i z tym przekonaniem bramy drzwi otworzył :- Alem Panie złoty sytuacji dożył, co mam teraz zrobić, toż dziecię malutkie, ale całe czarne i nieco wątlutkie. Śliczniutkie nie powiem, lecz jak dam skrzydełka, to zrobię z biedaka małego diabełka !- więc nie czekał długo i dał mu dwie pary – Nie pasujesz skarbie wyglądem do miary, zatem aniś, diabłem, aniś nawet duchem, dlatego zrobimy z ciebie zwykłą muchę.
I poszedł podpierać w pańskim siole ściany, swym szczęściem po pachy jak kufer wypchany, a dusza na ziemi w nowiutkiej kreacji, dała potwierdzenie dla reinkarnacji.
WWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWW