Przebudzenie
Nim pierwszy promień ziemię zauroczy,
a chóry ptaków hymn poranka wzniosą,
ze snów głębokich świat otwiera oczy,
czas zwleka nieco, idąc boso rosą.
Za nim mgła srebrna, niby panna młoda,
lekką woalką otulając kłosy.
Między drzewami przebłyskuje woda,
nad stawem słychać szorstki odgłos kosy.
Słońce przebija mgły mleczne zasłony,
w jego promieniu drżą płatki bławatka.
Złocą się w dali dorodne zagony,
wśród traw się budzi przepiórek gromadka.
Tak dzień się rodzi, w ciszy, bez fanfary,
jakby świat szeptem niósł Bogu swe dary.
