pył światła
najpierw było coś lekkiego
jakby powietrze pomyliło kierunki
i zaczęło krążyć bliżej niż zwykle
nic się nie wydarzyło
a jednak wszystko przesunęło się o milimetr
którego nie da się cofnąć
ciało pamiętało szybciej niż myśl
ciepło bez adresu
zwykłe rzeczy zaczęły mieć inne brzegi
miększe
jakby ktoś od środka zdjął z nich ciężar
to przyszło jak coś co nie ma początku
ani końca
tylko moment w którym przestajesz się opierać
nie było decyzji
raczej powolne rozpoznanie
że to co się otwiera
znało cię wcześniej niż ty to nazwałeś
czas się rozproszył
w drobnym pyle światła na skórze
jak księżyc zawieszony nisko między gałęziami czereśni
nie weszłaś we mnie nagle
tylko rozpuściłaś granice
które wcześniej wydawały się oczywiste
i nawet jeśli nic się nie wydarzyło
to coś zostało ustawione inaczej
cicho
dokładnie
bez możliwości powrotu do poprzedniej wersji świata
ta przestrzeń
która zrobiła się dla ciebie
nie zamknie się już
nawet kiedy nauczymy się kłamać
