Kochankowie z krawędzi balkonu /Sonet ~ № 336, 337
Można zapomnieć o wszystkim, prócz własnego pożądania.”
— Charles Baudelaire
Słowo od autora:
„Kochankowie z krawędzi balkonu” to zapis momentu, w którym kończy się poezja, a zaczyna anatomia pragnienia. To dwa głosy szukające w mroku własnego sacrum – bez prośby o rozgrzeszenie i bez oglądania się na świat.
Zostawiam Was na tej krawędzi. Tu liczy się tylko rzeźbienie w szeptach, zbroja ze skóry i chwila, która musi wystarczyć za całą wieczność.
Stolik został wywrócony. Nie czekajcie na świt.
Kochaj mnie słowem co w duszy szeleści
Wersu rzeźbiarstwem szeptu mroczną głębią
Byciem wypełnij me dłonie i treści
Zanim się zmysły w tej nocy wykłębią
Rozłóż baldachim gdzie gwiazdy się żarzą
Kołysz oddechem co piersi wypala
Niechaj latarnie tną mrok i go sparzą
Gdy nas zalewa pożądania fala
Aleją rozkosz przez czyściec nas składa
Z piekieł przeniesie pod rajskie pokoje
Nikt nas w tym mroku już nie wyspowiada
Ciało w głąb ciała wbijamy jak zbroje
Wywracam stolik... pożądam nie proszę
W przepaść rozkoszy dziś wszystko przenoszę
~ Pióro Amora ~
© II.III.MMXXVI
Kochankowie z krawędzi balkonu – ONA /Sonet ~ № 337
Chcę pić te słowa co w ciszy hartujesz
W rzeźbiarskim dłucie w szeptu gęstym mroku
Czuję jak więzy w swoich palcach snujesz
Gdy noc nas chwyta w niepewnym wykroku
Roznieć ten ogień co krwią w żyłach tętni
Kołysz gorącem co pod skórą drzemie
Bądźmy w tej chwili pragnieniem natrętni
Z krzykiem porzućmy tę jałową ziemię
Przez czyściec przejdę nie mrużąc już powiek
Gdzie rajskie progi lśnią w piekieł otchłani
Niech nas nie sądzi już żaden tu człowiek
W zbrojach ze skóry na żywioł skazani
Wywróć ten stolik... niech pękną okowy
W bezdech nas rzucaj daj rozkosz odnowy
~ Pióro Amora ~
© II.III.MMXXVI
