ślad
ślad nie jest pamięcią.
ślad jest raną, która nie chce się zamknąć.
dowodem, że coś przeszło tędy z ciężarem większym niż sens.
nie zostawia go duch ani idea.
zostawia go tarcie.
opór.
moment, w którym istnienie zahacza o świat i wyrywa mu fragment.
ślad rodzi się po ciele,
ale nie należy do ciała.
jest jego zdradą i przedłużeniem jednocześnie -
odciskiem palców na gardle rzeczywistości.
popiół wie więcej niż świadek.
gruz pamięta lepiej niż język.
to, co zniszczone, jest dokładniejsze niż to, co opisane.
ślad nie tłumaczy.
ślad oskarża.
jest pęknięciem w powierzchni dnia,
rytem wykonanym bez planu,
jakby byt potknął się o samego siebie
i nie zdążył przeprosić.
kroki zapisane w błocie,
które wyschło i popękało,
litery wyryte w murze, który już runął,
zapach spalenizny tam, gdzie miało być wspomnienie.
to nie są znaki dla przyszłych pokoleń.
to są blizny dla świata.
świat je nosi, choć nie wie po co.
ślad jest językiem bez gramatyki.
mówi tylko:
było.
i to słowo wystarcza, by rozsadzić porządek.
bo jeśli było -
to znaczy, że nicość przegapiła moment.
że coś wymknęło się jej z rąk,
zostawiając zadrapanie na jej gładkiej twarzy.
ślad jest dowodem po fakcie.
nie daje nadziei.
nie oferuje zbawienia.
jest zimny, bezlitosny, nie do cofnięcia.
jak linia krwi na śniegu.
jak pęknięcie w szkle, które rośnie, choć nikt go nie dotyka.
jak echo krzyku, które zostało,
choć gardło dawno zamilkło.
ślad trwa dłużej niż sens.
dłużej niż imię.
czasem dłużej niż ciało.
jest tym, co zostaje, gdy wszystko inne ma dość.
resztką uporu.
odpadem istnienia.
i nie da się go zagadać.
nie da się go zmyć metafizyką.
można go tylko nosić -
jak kamień w bucie świata.
manifest jest prosty:
nie wierz temu, co mówi o wieczności.
patrz na to, co zostaje.
bo ślad nie obiecuje niczego.
ślad tylko istnieje.
i tym jednym faktem
rozbija nicości szczękę.
ciało krzyczało: jestem.
ślad mówi ciszej,
ale boleśniej:
byłem.
i to już się nie cofnie.
