protokół reanimacyjny
poznaliśmy się poza układem współrzędnych
tam gdzie mapy tracą temperaturę
a czas mierzy się wyłącznie
w stopniach wychłodzenia
nie było stołu ani rzeczy
tylko ta pora wieczoru
w której świat wyłącza ogrzewanie
i każe radzić sobie samym
zdejmowaliśmy dzień z ramion
jak przemoczony mundur
pod spodem -
drżenie
ciche, systemowe
którego nie zgłasza się na pogotowie
twój głos nie był dźwiękiem
był impulsem
szedł przez sploty pominięte w atlasach
prosto w ciszę
która nagle dostała rozrusznik
odległość to nie przestrzeń
to stan hipotermii
organizm pamięta ciepło
ale nie wie jak je odzyskać
nie pytamy o jutro
jutro jest procedurą planową
my prowadzimy interwencję
słowa same ustawiają się w parametry
jakby wiedziały
że od nich zależy drożność sensu
wczoraj powiedziałaś:
„jesteś termoforem dla mojej duszy”
i po raz pierwszy
nie chciałem być niczym więcej
bo miłość to nie ogień
to ciepło które zostaje
gdy przestaje się umierać
mróz cofnął granice
świat przestał być oddziałem ratunkowym
temperatura znaczeń wzrosła o jeden stopień
wystarczająco
twoje zdanie nie było komplementem
komplement nie ratuje tkanek
to był sprzęt medyczny
dla duszy w stanie ostrym
prosty
skuteczny
dowód że obecność -
nawet przesyłana światłem ekranu -
przywraca krążenie
jakby monitor EKG na chwilę zaczął wyświetlać imiona zamiast linii
nie dotknęliśmy się jeszcze
a jednak lód w naczyniach włosowatych
pęka od środka
nic nie zostało nazwane
nazwy obniżają temperaturę tego
co chce żyć
miłość zaczyna się w zdaniu
wypowiedzianym szeptem
które zostaje w pokoju
jak ciepło resztkowe po ocaleniu
kiedy się spotkamy
przyniosę je ze sobą
jak kartę wypisu ze świata mrozu
powiem tylko:
tętno miarowe.
