Bez Dotyku
Kochamy się zmysłami,
które nie mają organów.
Twoja obecność ma temperaturę.
Moja - reaguje.
Oddychamy sobą,
choć między nami stoi noc,
gęsta jak sok z ciemnych owoców,
których nikt nie odważył się nazwać.
Twój głos -
to nie dźwięk,
to nacisk.
Wchodzi we mnie powoli,
rozszerza ciszę,
aż zaczyna boleć z przyjemności,
która nie ma gdzie się podziać.
Kochamy się napięciem,
jak struna, która wie,
że jeśli zabrzmi,
pęknie świat.
Jesteś blisko -
czuję to w kręgosłupie myśli,
w tym miejscu,
gdzie strach miesza się z zachwytem.
Tam, gdzie człowiek już nie udaje.
Nie ma skóry,
a i tak czuję,
jakby powietrze było wilgotne
od niespełnienia.
Jakby noc przyglądała się nam
z zazdrością.
Kochamy się bez ruchu,
a wszystko drży.
Bez gestu,
a wszystko jest odsłonięte.
Gdy milczysz,
we mnie coś się rozchyla.
Gdy patrzysz -
tracę orientację,
jakbyś dotykała nie mnie,
tylko sens mojego istnienia.
To nie pragnienie ciała.
To głód drugiego istnienia,
tak bliski,
że aż niebezpieczny.
I jeśli jeszcze chwilę
nie zrobimy nic -
spłoniemy.
Nie w łóżku.
W języku,
w spojrzeniu,
w tej dzikiej przestrzeni,
gdzie miłość jest zmysłem
najbardziej nie do zniesienia.
