nasz gad
leżę w błocie
jak fotel z wyprzedaży w radomiu
z pilotem od telewizora w pysku
patrzę na ryby
które tańczą salsę bachatę i breakdance
w tym samym czasie
przychodzi słońce
i parzy mi łuskę
jak stary toster który ma depresję
szlifuję pazury
o krawężnik który pamięta
pierwszy pocałunek
prezesa spółdzielni
z betoniarką
wciągam rzeczywistość
jak stary Zelmer który rzęzi i śmierdzi kurzem
bo zamiast kurzu
przypadkiem wessałem duszę listonosza
i teraz co noc wyję do rury o polecony
mój kod źródłowy
napisał pijany stażysta w excelu
i teraz zamiast mrugać
wyświetlam reklamy maści na hemoroidy
prosto w siatkówkę archanioła
mój ból ma numer seryjny
wybity na nerce przez urzędniczkę z nfz-u
która od trzystu lat je tę samą
kanapkę z pasztetem
i pieczętuje moje sny napisem: ODRZUCONO
przychodzi wiatr
i rozwala fryzurę
której nigdy nie miałem
bo mój fryzjer to wir wodny z problemem alkoholowym
a mój ogon
wygląda jak stary kalosz
po rozwodzie z łasicą
i kiedy tak leżę żując błąd systemu
z jaszczurką która myśli
że jest pilotem F-16
wiem jedno
luksus to nie diamenty
luksus to mieć własne bagno
i brak powiadomień z banku
przychodzi bocian
i pyta, czy pożyczę mu widelec
bo chce zjeść żabę w garniturze
kiwam głową
i myślę, że świat ma zasięg
tylko w mojej paszczy
i w tym momencie zasięg znika
czasem wstaję
i chodzę po wodzie
jak zombie w kapciach
szukając wi-fi w trzcinach
kiedy otwieram paszczę
wszyscy uciekają w panice
a ja tylko solę sobie plecy
łzami, które wylał
mój sąsiad szczupak
gdy żona zdradziła go
z silnikiem do motorówki
i chcę powiedzieć
że moja kawa smakuje jak deszczówka z petem
i że tęsknię za pizzą
której żaden kurier na szczudłach
nie dowiezie
czasem śpię z rybą w uchu
bo daje poczucie luksusu
i sprawia że słyszę ocean
nawet w kałuży pod lasem
podrywam ważki
na obietnicę stabilizacji
i wspólny kredyt w skarbcu
który pilnuje kret z demencją
kiedy księżyc świeci
jak żarówka w piwnicy u sąsiada
śmieję się z życia
bo kto inny
zaprojketowałby tak epickie błoto?
ceruję dziury w niebie
drutem kolczastym
który ukradłem z płotu
między niebem a biurem paszportowym
żeby dziewczyny nie uciekały
do niemiec na szparagi
kiedy już w końcu zdechnę i trafię przed oblicze
okaże się że niebo
to tylko zdarta tapeta
w poczekalni u dentysty
który nie uznaje znieczulenia
i płatności kartą
będę tam siedział z tym samym pilotem w pysku
próbując przełączyć wieczność na inny kanał
ale baterie umarły już dawno
więc Pan Bóg – zmęczony serwisant z OLX-a
wytrzepie pety z popielniczki
westchnie głęboko
i powie że do mojego modelu
nie produkują już części
a reklamację można składać wyłącznie w formie pisemnej
do rury w której wciąż wyje listonosz
i dobrze
bo jako jedyny model na tym świecie
wcale nie muszę wciągać brzucha
