na wysokim locie Kaprys nr 5...
czasem spadające wtedy budziły marzenia. dzisiaj gubią się w luksferach szklanych domów
kiedyś rosły też srebrne topole niebosiężne górowały nad małym miasteczkiem i z bliska i z daleka
i czasze ich było widać jeszcze na mile i mile
miejsca na gniazdowanie wynajmowały
i jak w samym mieście było gdzie pójść popatrzeć gdzie rozglądnąć po okolicy
zielone srebrne kłęby ich listowia piętrzyły się pod niebem
i przyszli uczeni
rozkrzyczały się piły i zawarczały dźwigi wykarczowali zamordowali wbili osinowe kołki żelazne pręty układali i zbroili się jak na wojnę
a ziemia jałowa wyrzucała kamienie i drżała przed upadkiem
ani jednej topoli nie zostawili dla kruków
