Ciekawski roztocz
A jego braci, sióstr i kuzynów, był chyba milion cały.
Żyli spokojnie, bez żadnych szaleństw, kurzu im nie brakowało.
Ludzi wokoło, też było sporo, więc i naskórka niemało.
Pewnego dnia z rana, nasz mały roztocz, krzyknął z grymasem na twarzy:
- Mam dosyć tej codziennej rutyny, niech coś się wreszcie wydarzy!
I zaraz potem chwycił swój plecak i prowiant spakował do niego.
- Wyruszam w drogę, w nieznane dywany, cóż spotkać mnie może złego?
Płakała matka i płakał ojciec, a z nimi rodzinka cała.
Dywan ich przecież był miejscem bezpiecznym, a i powierzchnia niemała.
Ale roztocza już dawno nie było, wyruszył w podróż w nieznane.
Szedł długo, wiele dni i nocy, aż zjadł zapasy zabrane.
W końcu dotarł do celu wędrówki i stanął u granic krainy.
Co była dywanem o włosiu długim, niczym warkocze dziewczyny.
Jeszcze takiego miejsca nie widział, rozglądał się roztocz wokoło.
Chociaż kraina ta była piękna, nie było tu nazbyt wesoło.
Nikogo nie spotkał nasz mały bohater, na próżno szukał jedzenia.
Zrzedła mu mina, nie tego pragnął, więc szepnął „do widzenia”!
Lecz nagle jakiś dźwięk go zatrzymał, głośny i przeraźliwy.
I wtedy ujrzał potwora z otchłani, a ten był niestety prawdziwy.
- Och, przecież słyszałem w legendach o stworze, który roztocza zjada,
Ale, że on naprawdę istnieje? Oj, biada mi teraz, oj biada…
Nim nasz bohater zdążył czmychnąć, trafił w czeluści potwora
Co tu odkurzał i sprzątał codziennie, wciągając wszystko do wora..
Miał roztocz pecha, mówiąc krótko, bo trafił na człowieka,
Co sprzątać lubił bardzo dokładnie i z odkurzaniem nie zwlekał.
Na całe szczęście, rodzinka cała na pomoc mu pośpieszyła
I z brzucha tego wielkiego potwora, jakoś go uwolniła.
Gdy roztocz wrócił do domu szczęśliwy, pomyślał, nie mówiąc nikomu,
Że chociaż przygody są bardzo ciekawe, to jednak najlepiej mu w domu.
