Elektrowóz
Przecież noc jest ciepła
Nie czynię nic złego
Stoję tylko na torach
Powinienem się śmiać
Dźwiękiem struny w Świątyni Boga
Otulony piegowatością nieba
Wolny w swej haniebnej niewoli
Stoję trzęsę się i milczę
Coraz zajadlej drżą szyny
Księżyc zawsze mnie lubił
Odwraca się ciemną stroną i płacze
Zza zakrętu wyłania się elektrowóz
Zza drzew - pełen pędu i światła
Mruga trąbi szyny grają rapsodię
A ja wiem że powinienem się śmiać...
