ILORAZ DWÓCH-CIAŁ
bo mnie tu nie ma jak widzisz
bo nie mam skóry w tym miejscu
tylko hipotezę ciepła
dotykasz temperatury nastroju
a ja udaję, że mnie łaskocze
żebyś miała w co wierzyć
wciągam cię w działanie
jakbyś była wyrazem w równaniu
które nie chce mieć wyniku
wsuwam swój ułamek
sprężony, dzielny w przyjazną dzielną
licznik suwa, mianownik drży liczbą
a ty – zamiast krzyczeć –
podnosisz kreskę ułamkową
i robisz z niej usta
dzielimy się bez reszty
choć reszta zawsze gdzieś zostaje
pod paznokciem pamięci
twoje „jeszcze”
jest potęgą bez wykładnika
rosnącą w zapomnieniu
z mojej strony idzie prąd
nie z ciała, tylko z wyobraźni
z tego zwarcia w brzuchu
tam, gdzie nie ma mnie wcale
jest ruch najbardziej mój:
wymyślam ciebie na wiele razy
i wchodzę w tekst
z nieprzytomnym oddechem
który nagle staje się mokry
