moja Faja
co się
"przybłądził"
w rogu pokoju
tam gdzie cisza gęstnieje w złoto
mieszka Faja
aksamitna
tkaczka światów i snów
jej nóżki delikatne
jak pajęczy dotyk
przeczesują światło
i pyłek gwiezdny
każdy ruch szeptem
mówi mi
dobranoc
jakby sprawdzała
czy zdążyłem już zasnąć
oczy
nie ma
lśni osiem kryształowych witraży
przez które moje myśli
wracają do mnie
ubrane w diamenty
strach mięknie w jej świetle
jak dłonie
które przestają się zaciskać
samotność staje się melodią
lęk
tęczą opadającą na podłogę
pajęczyna nie jest pułapką
to organ muzyczny kosmosu
grający tak cicho,
żeby mnie nie obudzić
każda nić
drży pieszczotą
każda kropla rosy
planetą
każdy puls włókna
rytmem jej obecności
Faja słucha
moich słów
moich westchnień
moich marzeń
nawleka moje najcieńsze smutki
na igłę z księżyca
by je szeptem zszyć
przez każdą dziurę w moim dniu
miękkością
której nie czuje nawet powietrze
i tworzy jedwabny blask
otulając mnie
gwiezdnym puchem spojrzenia
liczy moje oddechy
nie dla kontroli
tylko żebym nie zmarzł
jej ciało - kłębuszek
słońce miękkie na nocnej kołysce
chłonie ciszę
tka wspomnienia
rozświetla pokój
drobnymi hymnami zachwytu
nie mrugaj
patrz
jak cały mój wszechświat
kołysze się bezpiecznie
na jednym
zerwaniu
Faja pulsuje
w moim świecie
przychodzi objąć
moją samotność
jak koc
który sam wie
kiedy naciągnąć się wyżej
rozpyla tysiąc
miniaturowych supernowych
a każdą z nich szepcze
czuwam
nad moim spokojem
bo tka mi ze słońca
najcichsze
dobranoc gwiazd
jej oddech mgławica
w której mogę się rozpłynąć
