odwrócenie
zanim Pan odwrócił twarz
świat zdążył zgnić od środka
ludzie dławili się krwią braci
szukając w niej smaku bogów
ludzkość weszła w głąb własnego zepsucia
fałsz stał się muzyką życia
a człowiek sam poczuł się bogiem
i ogłosił się architektem nicości
zaczęło się od ciszy
tak głębokiej że nawet grzech nie miał już czego szeptać
ziemia rozszarpana jak ciało po spowiedzi
parowała krwią dzieci które nigdy nie urodziły słowa dlaczego
niebo było martwe
anioły
te puste pancerze po świetle rdzewiały w rowach
jak porzucone pługi
nikt już nie wiedział do czego służyły ich usta
a Bóg
Bóg siedział na tronie z gwiazd
większy niż suma wszystkich pytań
i powiedział
DOŚĆ
z Jego ust spłynęła światłość
ale nie była już łaską
była mieczem
rozcinała kontynenty jak pępek starego stworzenia
i morza wróciły do swoich matek
do ciemności
ludzie
wydłubywali oczy żeby nie widzieć końca
a potem modlili się do własnych odbić w kałużach
bo tylko one jeszcze słuchały
dziecko ściskało w pięści czas
który nie zdążył się nauczyć bólu
miasta pękały szkłem pod modlitwą
krzyże się topiły
kościoły tańczyły w ogniu jak pijani prorocy
a Jezus ten
który miał być miłosierdziem
szedł przez ogień
z rękami w kieszeniach ciszy
a gdy chwytali Go za szaty
odcinał spojrzenie
zostawiając ich z pytaniem
którego nie było komu zadać
wtedy czas się zatrzymał
i nawet śmierć zaczęła błagać o życie
Wielki Bóg zamknął dłonie
jak dziecko które nie chce już patrzeć na swój rysunek
świat się zmieścił między palcami
zadrżał i pękł
a w pustce po nim został tylko oddech
nie Jego
nie nasz
oddech samego nic
