Persefonizacja
pstrokate jak kontrapunkt ogrodu.
ziemia rozchyliła usta,
łąki stanęły popiołem.
słowa jak pestki granatu —
małe, czerwone, niepozorne.
kilka wystarczyło,
by światło nie miało do mnie dostępu.
drzewa rosły korzeniami do góry,
z chwiejnością gałęzi łapały się ziemi —
trzaski.
między Eleuzis a falami
ukoronowana wiankiem z asfodeli,
z wolnością jak ambrozja
słodko-obcą w gardle.
byłeś
nie kajdanami,
lecz moją geografią,
kontynentem —
Atlantydą.
noc jest kolorem powietrza,
rzeki — rtęcią,
oczy są domem źrenic
przyzwyczajonych do ciemności.
i kiedy czasem
przez szczelinę
wpadał zapach wiosny,
coś zadrżało pod mostkiem.
tylko żebra adamowe —
pamiętały kochanie
