Kołysanka dla gwiazd
liczy okruchy po kolacji,
każdy z nich pamięta
kształt chleba.
Mały skrzat wymiata spod dywanu
miękkie, splątane problemiki,
kurzowe koty wybiegają z ukrycia,
przewracając lampy
i plącząc twoje wstążeczki.
Śpij, gwiazdeczko, śpij teraz,
świat się chwieje pod powieką,
patrzy z bliska, nie z wysoka,
liczy cicho, po kolei,
jak z nas ciepło wciąż ucieka.
Na półkach snu stoją słoiczki,
w nich imiona starte z pamięci,
dni odłożone na później
i śmiech, co przysiadł na brzegu,
nie wiedząc, po co przyszedł.
W oceanie kałuży
pływają papierowe łódeczki,
niosą awiza listów,
chowają w sobie cienie domków,
którym noc wyszeptała
swoje dziwne opowiastki.
Śpij, gwiazdeczko, śpij teraz,
świat się chwieje pod powieką,
patrzy z bliska, nie z wysoka,
liczy cicho, po kolei,
jak z nas ciepło wciąż ucieka.
Ludzie mijają się w korytarzach nocy,
niosą oczy pełne światła,
ale patrzą obok,
jakby ktoś zgasił im spojrzenia.
Wąż chmurek wije się po niebie,
księżyc maluje srebrne daszki,
zaspany skrzat zagląda w okna domu,
obsypuje się cicho solą,
odprawiając rytuały ochronne.
Zmęczenie kładzie się między zdania,
waży więcej niż słowo,
w szafach wiesza kurtki,
w kieszeniach – rozmowy niedokończone,
ręce opadają same,
choć serce jeszcze pamięta,
jak chciało bić.
Śpij, gwiazdeczko, śpij teraz,
świat się chwieje pod powieką,
patrzy z bliska, nie z wysoka,
liczy cicho, po kolei,
jak z nas ciepło wciąż ucieka.
Małe stópki chodzą po suficie,
dotykają cieni wczoraj
i czasem mówią do siebie szeptem:
„spójrz, nikt nie patrzy,
a wszystko jest tu,
czego potrzeba”.
A przecież pod skórą, głęboko,
jak pestka w owocu,
zostaje coś drobnego,
co nie umie zakiełkować na długo,
ale wystarcza,
żeby nie zgasić wszystkiego.
Śpij, gwiazdeczko, śpij teraz,
świat się chwieje pod powieką,
patrzy z bliska, nie z wysoka,
liczy cicho, po kolei,
jak z nas ciepło wciąż ucieka.
