Proust i mleko
ubrało literki w światło.
Muśnięciem kociego wąsa
poranek rozłożył się w apokalipsę.
W książce „Demony” Browna
na suficie — jak American Dream —
wykwitły neonami grzybów
codzienne troski.
Na stoliku obok kawy
wykłada się Proust
pod lekko zwiędłym tulipanem,
który dostał czkawki po cukrze.
„W poszukiwaniu straconego czasu”.
Cztery tysiące mrówek
łapiących
kroplę mleka
spływającą po blacie.
Kap kap.
Kap-cie zostały przy wejściu,
świeżo odbita skarpetka
na umytej podłodze
pachnącej mydłem marsylskim.
Wgniecenie w kanapie
oddaje jeszcze ciepło
jak kominek zimą.
Trzyma mnie
przy jestem.
