PRZYMIERZE KRWI
mówili, że byli do siebie podobni
tak bardzo, że matka czasem
myliła ich głosy – Jezus i Barabasz
jeden – nosił gniew jak nóż pod płaszczem
drugi – szedł przez ludzi
jakby chciał uleczyć nawet kamień
nocą mieli sobie przyrzec
że ten, który zostanie
poniesie dalej oddech drugiego
jeden umiał mówić tłumom
znał ich ciemność
drugi nie umiał zgasić w sobie nocy
nawet, gdy próbował wierzyć
ale obaj wiedzieli
jak brzmi strach
i jak ciężko nosi się cudzy los
pod ciężarem ocalenia
kiedy wzgórze zamknęło się krzyżem
a tłum wrócił do swoich spraw
ktoś podobno widział
jak wynoszono ciało
potem pojawił się człowiek
bardziej milczący niż dawniej
z brodą dłuższą o kilka tygodni
i oczami, które pamiętały lęk
uczniowie bardziej potrzebowali wiary
niż pewności, więc słuchali dalej
o chlebie, przebaczeniu i królestwie
które nie zaczyna się od miecza
aż nauka okazała się większa od twarzy
i może właśnie dlatego, do dziś
tak wielu Barabaszów
zakłada cudze rany
by mówić ludziom
że są zbawcami na miarę Jezusa
gdy ledwie nauczyli się
naśladować głos
