UZWYCZAJNIENIE
by dnia już nie straszyć – dziś domykam sprawy,
cnoty zmywam prędzej – niż dłonie po kawie,
w lustro już nie patrzę – bo sięgam dna prawie.
Uczucia odkładam – z podpisem: na później,
obok są rachunki – i jakoś mi luźniej,
wszystko ma być proste – żeby było na tak,
zauważam w środku – że znów jest na opak.
Czas z marzeń układa – klucz, login i konto,
hasła nie pamiętam – z głowy je skreślono,
małe kwoty puchną – w dziurawej kieszeni,
w tłumie łatwiej schować – losu kształt wśród cieni.
Noc gasi me role – nie słucha wymówek,
pyta szeptem: kim ja – gdy nie piszę słówek,
uzwyczajniam życie – „na skróty” do nieba,
sens się nie zwyczajni – wraca, mówi: trzeba.
