ZAMIAST
rozpisałem dzień na drobne – jakby był pewny
a ranek przyszedł z gorączką
i nagle plan prowadził do lekarza
Planowałem jechać prosto – bez objazdów
lecz ulica zrobiła mi wypadek
znak powiedział "stop" później niż jazda
i czas rozsypał się po jezdni
Planowałem mieć wszystko pod ręką
a ogień zrobił porządek po swojemu
zostawił popiół i niedopaloną złość
jakby to był mój podpis
Planowałem wrócić do domu jak zazwyczaj
lecz klucze znikły – jak sens w kieszeni
stałem pod drzwiami z pustą dłonią
i uczyłem się cierpliwości na schodach
Planowałem dojechać do teatru pociągiem
a świat odwołał spektakl i spóźnił odjazd
i wtedy zrozumiałem – bez wielkich słów
że życie to nie plan – tylko próba obecności
