Pocałunek
Trwa atmosfera przyjemna i lekka
Zamyśleni – dłoń Twoja moją potrąca
Taka delikatna – tak miękka
Słońce – niebo prawie bezchmurne
Słychać gdzieś ptaków świergoty
Dla jednych to trele durne
Dla mnie to znak, że – to Ty
W cieniu drzew obok siebie siedzimy
Rozmawiając o niczym i wszystkim
I w myślach, i słowach błądzimy
Tak niepewni siebie przy tym
I patrzymy na dwa obłoki
Co fruną niebem szerokim
Te dwie jedyne chmury
Większe niż wokół góry
I słuchamy odgłosu lasu
Tak mało zostało czasu
By zbliżyć się, pocałować
I uczuć przed sobą nie chować
Słowa przyjemnie w uszach dzwonią
Ciche i z uśmiechem mówione
Znów potrącasz mnie swoją dłonią
I krew gorąca napływa w skronie
Tak miło czuć dotyk Twojego ciała
I patrzeć w oczy radosne
Oby ta chwila wiecznie trwała
Zwiastując właśnie tę wiosnę
Tę wiosnę, która będzie początkiem
Gdy chmur już nie będzie na niebie
Ciepłego lata zaczątkiem
Dla nas – dla mnie, dla Ciebie
I patrzymy na dwa obłoki...
Dzień cały prawie już minął
Wieczór za rogiem zakwita
Na niebie orzeł wywinął
Dwa okręgi jak taniec wita
Jakbym chciał, aby ta chwila
W wieczność się przeciągnęła
To co dobre niestety przemija
I ten dotyk i dłoń, która drgnęła
Żegnam Ciebie z zawodem
Że to nie dziś, że nie czas jeszcze
Lecz serce już nieskute lodem
Przeminęły czasy złowieszcze
I patrzymy na dwa obłoki...
