Tamta wiosna /strofa saficka mniejsza, rymowana -- wiersz poza warsztatem/
jakżeż niewinna, barwna i radosna.
Cała w zieleni, w pistacjach, w skowronkach,
przesłodko wonna.
Jak młode wino zaszumiała w głowie,
jak młode pisklę /dziś po latach powiem/
na skrzydłach marzeń niebo przybliżała,
jakżeż wspaniała.
Biegliśmy razem na przełaj do lata,
biegła wraz z nami w szczęście przebogata,
bzowo majowa w sercach buzowała,
jak oszalała.
Do dziś pamiętam pierwsze pocałunki,
słodkie, upojne, niczym mocne trunki.
Pierwsze motyle, pierwszy zawrót głowy,
ech! Człek był młody!
Młody, zielony, niczym kończyna,
pierwsze poziomki, /tak to się zaczyna/
pierwsze maliny, obietnic tysiące
spełnień pragnące...
Ona nam gwiazdy nocą zapalała,
dozgonną miłość co dzień obiecała,
słodko kusiła piękna kusicielka,
jakżeż ponętna.
Magnolie kwitły, bzy słodko pachniały,
wieczór wręcz płonął w gwiazd plejadach cały.
Księżyc bałamut dziwnie się uśmiechał,
czyżby już wiedział
Przeminie wiosna, pierwszy zawrót głowy
i bzy przekwitną - dziś człek już niemłody
łezkę uroni, wspominając wiosnę
pełną radości...
Ty-y. dn. 23.04.2025.r.
//wanda w./ -- Wanda Maria Wakulicz//
