portret mężczyzny w średnim wieku
wchodzę do kuchni po kawę jak po ogień
pięć sekund później stoję przy lodówce
jak podejrzany na przesłuchaniu na Gestapo
białe światło tnie mi twarz
patrzę na masło na zwiędłego ogórka
na własną klęskę w formacie dziesięć na piętnaście
wyglądam jak ktoś kto właśnie sobie przypomniał
że kody do głowic atomowych
zapisał na paragonie z biedronki
który wyrzucił tydzień temu
restartu brak
średni wiek nie wjechał we mnie z fasonem
on mnie po prostu podstępnie przelogował na wersję demo
wszystko jeszcze działa ale tylko przez siedem minut
potem wyskakuje komunikat że aby kontynuować
należy wykupić nowe kolana
moje ciało to teraz projekt budowlany
który ktoś porzucił w latach dziewięćdziesiątych
stoją ściany nośne ale nikt już nie pamięta co tu miało być
mój metabolizm?
nawet jeśli zjem tylko spojrzenie na pączka
system księguje to w biodrach przez dwa lata
i dolicza odsetki za samą chęć przeżycia
moja twarz przestała być wizytówką
a stała się powolnym osuwiskiem
w krainie gdzie grawitacja ma osobisty zatarg z moją szczęką
a worki pod oczami mają już własną wiarygodność
i planują wystąpić o dopłaty bezpośrednie z unii jako nieużytki rolne
kiedyś programowałem magnetowidy w ciemności jedną ręką
dziś patrzę na nową aplikację bankową
jak neandertalczyk na leasing kosiarki
kiedyś on budził mnie rano stercząc
jak maszt radiowy
gotowy nadawać sygnał w kosmos
dziś mój jedyny poranny odruch to erekcja lęku przed gwałtownym ruchem
budzę się z kontuzją barku bo źle mi się śniło
albo z naderwanym ścięgnem bo próbowałem
przekręcić się na lewy bok bez pisemnej zgody fizjoterapeuty
moja fizjologia?
organy przestały ze sobą rozmawiać
a wątroba wysyła mi listy z pogróżkami pisane krwią
wiązanie butów to już nie jest czynność
to dyscyplina olimpijska transmitowana tylko raz
bo połowa zawodników umiera przy rozgrzewce
stękam w dialekcie zapomnianych maszyn parowych
trzy podejścia
i na końcu siedzę na taborecie spocony upokorzony
a but patrzy na mnie z podłogi jak prokurator
który właśnie znalazł dowód że jestem zbyt niebezpieczny
żeby zostawiać mnie samego ze sznurówkami
kiedyś podnosiłem monetę w locie łamiąc prawa fizyki
teraz zanim się schylę muszę zwołać sztab kryzysowy
sporządzić mapę
przygotować plan ewakuacji
i zostawić rodzinie numer do notariusza
schodzę w dół powoli jak faraon którego właśnie wyciągają z grobowca ale przez pomyłkę za nogę
i kiedy już dotknę tej przeklętej monety nie wstaję tylko rozglądam się po podłodze czy nie leży tu coś jeszcze
bo drugi raz na tę głębokość nie zszedłbym nawet
za dopłatą z funduszu zdrowia
mój poranny rozruch przypomina próbę odpalenia radzieckiego czołgu znalezionego na dnie bagna
najpierw przez kwadrans rzężę metalicznym kaszlem
jakby ktoś kręcił rozrusznikiem na sucho
a kiedy w końcu ruszam z miejsca
coś strzela we mnie tak że przez chwilę stoję i próbuję ustalić czy to jeszcze ja czy już raport powypadkowy
kiedyś dziewczyny poprawiały włosy i wciągały brzuch na mój widok
dziś poprawiają torebki sprawdzają czy gaz pieprzowy działa
patrzą na mnie jak na bilet miesięczny
który stracił ważność w ubiegłym stuleciu
słoik ogórków to moja osobista golgota
kiedyś otwierałem go jednym ruchem jak Pudzian coca-cole
dziś stukam nożem w dekiel
szepczę "no dawaj ty szmato"
a słoik siedzi niewzruszony jak emerytowany mafioso
który wie że i tak nic mu nie zrobię
przy siadaniu wydaję dźwięki
jakby szafa gdańska spadała ze schodów prosto na orkiestrę dętą
przy wstawaniu jest dramat w trzech aktach
najpierw wstaje dusza potem ambicja potem lewa noga
reszta zostaje z tyłu i negocjuje warunki kapitulacji
ostatnio kichnąłem zbyt ambitnie
przez dwa dni chodziłem jak postrzelony flaming
który chce zachować pozory
ale wie że już jest po wszystkim
mój kręgosłup?
to teraz wieża z jengi
którą układał niewidomy podczas trzęsienia ziemi na Filipinach
wystarczy głębszy wdech i kończę jako
wernisażowa instalacja artystyczna
której nikt nie rozumie ale wszyscy się boją dotknąć
najgorsze że w środku wciąż mam dwadzieścia lat
nadal chcę skakać przez płoty przesuwać szafy jednym barkiem
więc próbuję
a potem przez trzy dni wstaję z łóżka bokiem i wyglądam
jak źle zaparkowana przyczepa kempingowa bez kół
mój sen?
to układanie się na minie przeciwpiechotnej
jeden ruch biodrem i wybucham
serią trzasków
jakby ktoś próbował mnie skręcić jeszcze raz ale już bez instrukcji
w środku wciąż młody bóg
na zewnątrz mebel z ikei któremu w połowie montażu
zgubiono instrukcję za to dodano trzy kolana
staw biodrowy
lęk wysokości
i skłonność do wydawania dźwięków
jak szafa z czasów bitwy pod Grunwaldem
to nie jest kryzys wieku średniego
to jest wersja próbna starości
która już wie że ją kupię w ciemno
