dowód na nieistnienie
cały nasz świat
w sieci nie ma nic
kilka lekkich słów
tyle tylko ile pary zostaje
na zimnym szkle
nim spłynie łzą
lecz ty tchnęłaś w nie moc
karmiłaś pustką
smolistym kłamstwem o prawdzie
aż urodziłaś boga z podejrzeń
z uprzejmości wyrósł grób
z każdej pauzy oddechu wyrok
z lęku wyrwalo się czarne zwierzę
które teraz patrzy twoimi oczami
aż miłość bez głosu
poddana sekcji twoich spojrzeń
zaczęła ciemnieć
rozcięta na dwoje
skalpelem twojej nieomylnej wiary
że kłamię
prułaś mi żyły
w poszukiwaniu skrytki
aż wykrwawiłaś nas
do białej kości
przygnieciona zimną poświatą
własnych urojeń
zamknęłaś powieki
zabiłaś ją dłońmi
które pazurami szukały dowodów
że nas nie ma
wypalałaś mi w pamięci białe plamy
solą screenów
co pieką pod powieką
aż stałem się negatywem człowieka
którego wywołałaś
w ciemni swoich lęków
teraz stoisz nad trupem bliskości
z gorącym ekranem w garści
najczystszym dowodem
twojej racji
fantom
