nienasycenie miłością
kocham cię
jakby serce było studnią bez dna
rzucam w nią twoje imię
a ono spada
i spada
i wciąż nie słychać dna
twoje imię w moich ustach
jest jak kometa przechodząca przez krew
zostawia za sobą świetlisty ogon
którym moje serce jeszcze długo płonie
twoja obecność
jest ciepłym światłem w zamkniętym pokoju
dotyk twojej dłoni
jest małym świtem
który wschodzi na mojej skórze
i boli mnie ta granica
że nie mogę stać się twoim ciałem
a tylko jego cieniem
który próbuje wrosnąć w ciebie na zawsze
a ja chcę więcej
więcej twojego oddechu
który pachnie nocą
więcej twoich włosów
rozsypanych na poduszce
jak jasne ziarno gwiazd
więcej twojego śmiechu
który odpryskuje od ciszy
jak krzemień rzucony w mrok
kiedy jesteś blisko
noc otwiera się we mnie
jak ogród gwiazd
a każda z nich dojrzewa
do twoich palców
kocham cię tak zachłannie
jak ziemia
która po tysiącu lat suszy
pierwszy raz pije deszcz
twoje ramiona są dla mnie
korytem wezbranej rzeki
w którym nurt zapomina
o istnieniu morza
płynę w niej
i nie chcę brzegu
twoje usta mają w sobie
ciepło chleba
i ciszę ognia
są mapą zapomnianego języka
którym moje ciało
uczy się modlić od nowa
jesteś w moim krwiobiegu
jedynym brakującym pierwiastkiem
bez którego tlen
przestaje karmić płuca
a miłość w tobie
to jedyna rysa na szkle czasu
przez którą wycieka ze mnie wieczność
bo pragnienie wrasta we mnie
jak dzikie wino w szczeliny muru
rozsadzając krew od środka
jego korzenie oplatają serce
jego liście piją moją krew
by karmić gwiazdy
których w tobie szukam
i wtedy czuję
jak moje serce rozszerza się nagle
jak wszechświat w pierwszej sekundzie stworzenia
i wszystko co we mnie istnieje
biegnie ku tobie
z prędkością światła
bo miłość nie jest spokojem
miłość jest głodem
a ja jestem w nim bez końca
i to jest głód
który nie zna
nasycenia
płonę w tobie jak gwiazda
która nie może się wypalić
