Mucha
pobzykując zgrywa zucha.
Z wielkim ego się boryka,
gdyż udaje polityka.
Tu przytuli, tam połechce.
- Czemu nikt mnie słuchać nie chce,
pyta robiąc mądrą minę,
przy tym wciska popelinę?
- Ja wiem wszystko z pierwszej ręki.
W rozkosz zmienię twe udręki,
gdy me wesprzesz stanowisko
by zbudować wysypisko.
Słowem mami i okrasza.
-Śmieci to jest przyszłość nasza.
To nasz los i nowe siły,
wszak mnie one wykarmiły.
W końcu na kredensie siadła
i okruszki cztery zjadła,
co odpadły od kanapki
i swe z gracją pieści łapki.
By o niej nie zapominano
ugryzła panią w kolano.
I znów bzycząc coś o gnoju
lata zwinnie po pokoju.
Nie ustrzegła się pokusy
by wypuścić trzy fake newsy.
Że osa wpadła do gara,
gdzie zmieniła się w komara.
Pasikonik zjadł pająka,
co widziała cała łąka.
A bąk z pszczołą rozwód biorą,
będzie bibka pod amforą
Siada przy tym wciąż zawzięcie,
raz na torcie, raz na mięsie.
Będąc w misji swej gorliwą
wnet się stała uciążliwą.
I zginęła wśród imbryków
śmiercią wielkich polityków.
Tak działa niczym patrony,
cios gazetą wymierzony.
