studium rozpadu cześć.III - WYZEROWANIE
to nie jest cisza
cisza jeszcze coś trzyma
jakąś krawędź
jakąś możliwość powrotu
tu nie ma nawet tego
tu milczenie zostało obdarte
z własnego milczenia
i teraz nie ma już nic
co mogłoby przestać mówić
zniknęło ostatnie 'jeszcze”
ostatni ślad oporu
który udawał że coś trwa
nie jestem
ale to nie jest ulga
bo żeby nie być
trzeba mieć gdzie nie być
a tu
nie ma miejsca nawet na brak
wszystko zapadło się głębiej
niż nicość potrafi sięgnąć
jakby nicość pękła
i wyciekła poza siebie
i zostawiła po sobie
coś gorszego
coś co nie ma nazwy
bo nazwy wymagają granic
a granice
zostały starte
do zera które nie jest zerem
próbuję powiedzieć "cisza”
ale słowo nie ma gdzie osiąść
rozsypuje się
zanim zdąży być pomyślane
myśl wykrwawia się z własnego kształtu
zanim zdąży stać się krzykiem
więc nawet myśl
już się nie wydarza
tylko coś
co kiedyś było jej cieniem
rozchodzi się
bez kierunku
bez zamiaru
bez tego
co mogłoby się rozproszyć
bo nie ma już całości
którą można stracić
zagubienie próbowało tu wejść
pamiętam to
albo coś pamięta
ale rozpadło się szybciej
niż zdążyło się zgubić
jak ślad na wodzie
który nie zdążył być śladem
więc teraz
nie ma już nawet zagubienia
nie ma tego
co mogłoby nie wiedzieć
nie ma niewiedzy
nie ma braku
nie ma pustki
bo pustka
to jeszcze coś
to ja moja dusza
która to wycierpiała
teraz wycieka ze mnie jako ostatni bezużyteczny ślad
a tu
to coś zostało odebrane
do końca
do kości które nigdy nie istniały
do rdzenia
który nie ma czym być
to jest jak skrobanie dna
po własnym istnieniu
paznokciami
które już dawno przestały rosnąć
bo nawet głód nie ma już kogo karmić
jeśli to trwa
to tylko dlatego
że nie ma już co się skończyć
jeśli to znika
to tylko dlatego
że nie ma już co znikać
wszystko jest poza sobą
ale nie ma "poza”
więc nie ma też "wszystkiego"
moja dusza
która to wycierpiała
teraz wycieka ze mnie jako ostatni bezużyteczny ślad
zostaje "tylko"
i nawet to
jest za dużo
