Najsłodsza sól
wiatr chłodził usta słone jeszcze,
a twoje dłonie pełne ciepła
zamknęły mnie w porannym świetle.
Niebo kolorowało taflę wody,
morze błyszczało snem i solą,
a ciepło twoich ust przy szyi
uczyło ciało tęsknić mocniej.
Szliśmy powoli wzdłuż cichych wydm,
po piasku mokrym od przypływu,
i tylko serca biły nam
goręcej niż różowy horyzont.
Na mokrym brzegu gasł nasz ślad,
unosząc się pod delikatną falą,
a pierwsze światło dnia na skórze
drżało jak oddech tuż nad ranem.
Miałeś na ustach smak i sól,
jak noc, co sennie trwała w morzu,
a kiedy objąłeś mnie bez słów,
zadrżała woda pośród chłodu.
Szłam zapatrzona w cichy brzeg,
w mewy krążące nad przypływem,
i tylko serce znało sens
tej chwili pachnącej morzem i świtem.
