całkiem inny świat
gubią kwiaty rytmicznie
wśród nawałnicy drzew
bór iskrzy sosnami
ubogim karawanem
trumna za trumną
bez wieńców i wstąg
uderza w sęki
na ostatniej drodze
jakże daleko stąd
do milczących słów
niezapisanych strof
cień urzeka swym głosem
apokalipsą
w środku nocy budzi
w szarej ziemi
wbite białe czoła
obok wypełnione rowy
martwych żołnierzy
bagnety od krwi
nieostygłe jeszcze
dotykają nieba
pełnego źrenic
duch w skrzydłach jęczy
jakby ktoś anioła
wyzwolił z obłoków
czarny dym
przechodzi przez rzekę
po kolczastych drutach
płyną reflektory
to jest już zupełnie
całkiem inny świat
wszystko ma tu teraz
jesienne kolory
