PARAGON ZA MILCZENIE
w sklepie z dniami powszednimi
biorę milczenie na wagę
kasjerka pyta: „to na teraz?”
kiwam głową, jakby bolało
milczenie ma smak papieru
i szelest, który udaje spokój
wkładam je do torby z myślami
a ono i tak się rozrywa
w domu rozkładam zakupy na stole
jak mapę do miejsca „wreszcie”
palcem szukam wyjścia z siebie
i trafiam w środek nawiasu
czas nabił mi punkty lojalności
za każdą zgodę bez sensu
a ja zgubiłem kartę klienta
w kieszeni od obcych spraw
więc stoję w progu – bez dowodu
że byłem sobą choć chwilę
i pytam: za co TY naprawdę płacisz,
kiedy prosisz o „święty spokój”?
