Sen ko-muszy
i niespodzianie
wleciała do ucha
mucha - nad ranem.
Wpadła, lecz pomału,
musza ta jej mać,
wlazła do kanału -
żeby brzęczeć, piać.
Bo na ko-muszej gąbi
wyrosła jej trąba,
więc w Eustachiusza trąbi,
aż mi dźwięczy plomba,
że niedaleko Damaszku,
na starej dzwonnicy,
siedział diabeł na daszku.
Nasz swojski, z Łęczycy,
co tłukł kopytami,
aż trzęsły się rogi,
a śmiech nad dachami
czarcie budził bogi:
Taż prócz populizmu
nie masz - drwił Boruta -
tyle socjalizmu,
nawet za Bieruta.
Każda dusza żebrze
i z lewa, i z prawa,
i powtarza jedno -
monotonne: dawaj.
Gdy śmiech się rozlewał
po brzegach Jordanu,
to jeszcze rechotał -
Przemysław, nie hamuj...
Pierz mocniej po pysku
i dokręcaj korbę,
a reszta na rżysku
tańczy niech Zorbę.
Od dziś niechaj gruchnie,
gruchnie gdzie może,
wieść we łbach puchnie,
od Tatr, po Pomorze -
Jak szable jak kosy
jak widły, czy grabie,
bogaty czy bosy,
chłop polski na babie.
Idea wręcz śliczna,
narodowy gust -
a polska i biała
sąsiadka z piętra
właśnie odważnie
powiększyła biust -
że chciałem słowo,
wcielić już w czyn,
lecz się okazało,
że urwał się rym.
Więc sen z twarzy starłem,
chochoł wyparłem.
Niech idzie w kolisko.
Niech idzie - Czort z nim...
