Krzysiowe kichanie
Trwa i nie daje chwili oddechu.
Nos ci odpadnie – wtrąciła Hania,
lub pęknie któryś z ważnych bebechów!
Miał iść na ryby, ale wciąż kicha.
Łąkę zagrabić by się przydało.
Z wzniosłych zamierzeń wynikła kicha.
Wszystko kichanie pokrzyżowało.
Szwagier mu radził – idź do doktora,
by tą foniczną przerwać fuszerkę.
Niech ci posypie pieprzem jęzora,
albo założy na nos klamerkę.
Poszedł, chcąc większej uniknąć draki.
Lekarz popatrzył nań z miną mnicha.
To są pijaństwa zwykłe oznaki,
no bo tak kicha się na kielicha.
Gdyż na kichanie świat wie od wieków,
flaszka pomaga, to fakt sprawdzony.
Nikt skuteczniejszych nie znalazł leków,
wiem to od dziadka ze strony żony.
Szwagier dopiero za tydzień wróci,
bo teraz dzielnie ćwiczy w rezerwie.
Daj pan tabletkę, niech mnie ocuci,
wszak mi inaczej kinol rozerwie.
Potem przywiązał się do kozetki.
Wciskał pieniądze, oraz karafki.
I medyk w końcu dał trzy tabletki,
które wziął z półki medycznej szafki.
Popił je Krzysiek butelką cieczy.
Pobiegł, by żonę chwycić w ramiona.
Się laksygenem kichanie leczy -
siostra spytała lekko zdziwiona?
On w mig uzdrawia życiowe rany.
Pewny i niezbyt drogo kosztuje.
Skutek kuracji gwarantowany.
Niech teraz tylko kichnąć spróbuje.
