Epilog: Wieczór w Kosmicznym Klubie
Światła w Kosmicznym Klubie Jazzowym powoli przygasają, przybierając barwę głębokiego, ciepłego fioletu. Ostatni goście leniwie dopijają swoje gwiezdne koktajle.
Yaa odkłada lśniący saksofon na stojak obok sceny. Przeciąga się z uśmiechem, a jej skórzana kurtka cicho skrzypi. Podchodzi do baru, opiera się o blat i patrzy na kręcącą się w szafie grającej płytę Milesa Davisa.
Nagle z kieszeni jej dżinsów odzywa się cichy, kryształowy dźwięk. To kosmiczny komunikator. Jeden z aniołów-asystentów wyświetla mały, holograficzny ekran.
– Szefowo... – zaczyna niepewnie anioł. – Na dole, na tej małej niebieskiej planecie, znowu głośno krzyczą. Piszą manifesty i kłócą się o słowa. Twierdzą, że kluby są za małe, jazz jest niszowy, a Pani strój obraża tradycję. Bardzo się pieklą. Co robimy? Wysłać tam tych kosmicznych harcerzy?
Yaa patrzy na ekran, na którym migają czerwone wykrzykniki. Przez chwilę milczy. Ludzie tak bardzo boją się improwizacji. Wolą sztywne nuty, nawet jeśli te przynoszą im tylko smutek i strach. Łatwiej jest żyć w klatce starych zasad, niż wyjść na scenę i po prostu zacząć grać z serca. Na jej hebanowej twarzy pojawia się jednak szeroki, biały uśmiech.
– Harcerzy? Daj spokój – odpowiada Yaa, machając lekko ręką. – Oni po prostu zgubili rytm. Za bardzo się spięli, a kiedy człowiek jest spięty, fałszuje. nie będziemy zmieniać nikogo na siłę.
– To co im odpowiemy? – dopytuje anioł, szykując notes.
– Nic im nie odpowiadaj. Wyślij im za to na nocny profil playlistę z dobrym, spokojnym swingiem. Niech im to trochę rozbuja te sztywne dogmaty. Każdy potrzebuje czasem złapać dobry vibe. Muzyka gra dalej. Kto będzie chciał słuchać, ten usłyszy. A reszta? Cóż, może po prostu muszą jeszcze trochę pożyć w ciszy, żeby zatęsknić za dobrym brzmieniem.
Yaa mruga okiem do anioła, bierze ze stołu swoją szklankę i gasi główny włącznik światła. Klub tonie w przytulnym półmroku. Szafa grająca cichnie. Bogini idzie w stronę wyjścia, nucąc pod nosem cichą melodię. Na do widzenia rzuca tylko przez ramię swoje słynne, głębokie:
– Yeah, baby. Niech im tam ziemia lekko pulsuje.
Dobranoc, kosmosie.
~ Pióro Amora ~
© XXV.V.MMXXVI
