Piechur
Wychodzi z rynsztoka, gapi się w bruk,
Umyka mu sens w miejskim huku.
Sny w reklamach, pożądanie w oknach,
A w sercu pustynia, gorzka i mokra.
Wyścig szczurów w betonowej dżungli,
Szukają chwały, co w proch się skruszy.
Zamiast raju – kredyt i rata,
Zapomnieli o kwieciu, co smutek przeplata.
Odwróceni plecami do słońca,
Krzyczą w próżnię, nie mając końca.
Szukają drogi, gubiąc się w mroku,
Żyjąc w kłamstwie, w głębokim szoku.
Z góry spogląda, w płaszczu z gwiazd,
Oferta łaski, cudowny krass.
Dla tych, co upadli, zranieni,
Co wreszcie zechcą być zbawieni.
Płyną wciąż, w dół z nurtem rwącym,
W nadziei, że kiedyś się podniosą.
Wierzą w światło, choć wokół ciemno,
I w ciche wołanie: ‘do Nieba chcemy!’.
~ Pióro Amora ~
© XXIII.VIII.MMXXV