błąd Nicości
i tak
i tak
jestem
nie wiem
nie czuję się nic
oddech przechodzi przez szkło stworzenia
rozbija się o własną przezroczystość
a jego odłamki tańczą w próżni jak anioły
które zapomniały po co mają skrzydła
czas spada jak popiół z wypalonej wiary
a jego płatki śnią o ogniu którego już nie ma
dno chwili rozsypało się w pył
a w tym pyle milczą ogrody
które aniołowie podlewają łzami zapomnienia
nic nie wraca
nic się nie zaczyna
ten wdech to echo cudzego istnienia
cudze serce bije we mnie
jakby ktoś inny próbował pamiętać że istnieję
dotykasz twarzy ale dłoń przechodzi na wylot
nie napotykając mięsa
i nie ma w tym żadnej metafizyki
tylko chłód
jestem jak tomografia bytu
światło przechodzi przeze mnie warstwa po warstwie
a na ekranie istnienia nie pojawia się żaden narząd sensu
tylko czarne pole które lekarz rzeczywistości nazywa życiem
jak kurz na parapecie
który istnieje tylko dlatego
że ktoś kiedyś otworzył okno
w mroku słychać modlitwy
których nikt nie wypowiedział
ruch bez znaczenia
widok obcy
świat zamknięte oko Boga
który śni siebie w zapomnianym języku światła
człowiek cień własnego pytania
nie zostawia śladu
bo nawet cień ma już dosyć towarzyszenia pustce
cisza kruszy się w palcach istnienia
a powietrze nie zbiera głosu
jakby Bóg ogłuchł od własnego milczenia
a świat był tylko szumem w jego martwym uchu
nie pamiętam
czy to ja oddycham
czy to Nicość oddycha mną
każdy gest dotyk po śmierci światła
każda myśl pył
który zapomniał że był gwiazdą
każdy moment spadanie w dół
w nieskończoność
gdzie czas zamienia się w ciało Nicości
a Nicość w puls serca Boga
który zapomniał że jest Bogiem
i tak
i tak
jestem
nie wiem
nie czuję się nic
tylko chłód co pachnie końcem
jakby noc rozłożyła skrzydła nad resztkami istnienia
jakby ciemność chciała uczyć światło
jakby cisza chciała śpiewać
a śpiew płakać
nic nic nic
czas nie płynie
czas jest sekcją zwłok
rozcięty na teraz było i nigdy
a Bóg pochyla się nad nim bez rękawic
brudząc palce istnieniem
którego nie potrafi już zszyć
pamięć to tylko blizna po świecie
który nie zdążył się wydarzyć
a jednak pod popiołem drży iskra
błąd Nicości krwotok światła
który przez ułamek sekundy
pomyślał że chce być
i w tym błędzie
rodzi się światło
rodzi się czas
rodzi się miłość
która nigdy nie miała prawa zaistnieć
bo nawet Nicość
gdy zapatrzy się w siebie zbyt głęboko
zaczyna marzyć
i to jest nasz koniec
i to jest nasz początek
