świt bez lęku
spotyka się z dniem
czas swoje łzy
roni we mgle
zapisana bliznami
rozpływasz się w myślach
nie patrzysz w me oczy
za chwilę coś przeoczysz
wiatr rozwiewa włosy
czasami mam już dosyć
ty, to wiesz i ja, to wiem
więc będzie jak chcesz
kochaj namiętnie tak
jakby kończył się świat
ucałuj wszystkich ode mnie
a ja czarną zaparzę kawę
i usiądę przy stole
gdzie cisza krzyczy najgłośniej
między nami ukryty cień
rozciąga się jak wieczność
nie pytaj, czy wrócę
bo drogi gubią mój ślad
zostawię uchylone drzwi
na wypadek, gdybyś chciała…
gdy noc już miasto otuli
a zegar zwolni swój bieg
wspomnienia jak ciche ptaki
usiądą na naszych dłoniach
może kiedyś jeszcze
spotkamy się w snach
tam świt bez lęku
połączy to, co rozdzielił czas
