Testament
Drzewa zlizują zdyszane wiatrem boki
szpaki strąciły wiadro z popiołem,
pióra umarłe grab pozbierał mozołem.
Zakurzony świat poodgniatał obłoki.
Lecące dźwięki oswoją ciszy mroki,
chwil tętniących krwi wądołem,
W żyłach serc jest taktu zespołem,
twarz muska jak rzeczne potoki.
Przecież wiesz- nie jesteś moją siostrą,
w testamencie ciebie nie umieszczę.
Ciszo! Jesteś jadowitą kobrą.
I nigdy nie byłaś tą tylko dobrą,
o rumor proszę, wszystkim wieszczę,
Zgiń przepadnij- ty byłaś tą ostrą.
