nienasycenie Bogiem
szukam Cię
moja dusza to piach
który uczy się Twojej rzeźby
a Twoje imię kroplą wody
spadającą z wysokości światła
piję ją
a pragnienie wybucha nowym głodem
Twoja obecność
jest jak cisza świtu
kiedy świat jeszcze nie mówi
a wszystko już oddycha Tobą
dotykasz mnie nie ręką
lecz spokojem który nagle
rozjaśnia krew
dajesz mi łaskę jak chleb
łamaną w milczeniu
a ja wracam po nią
wciąż
i wciąż
bo jedna kromkanie wystarcza sercu
Twoja miłość
jest jak oddech matki nad kołyską
dziecko
jeszcze nie zna Twojego imienia
a już żyje Twoim ciepłem
Twoje przebaczenie jest rzeką
płynę w niej i czuję
jak spadają ze mnie kamienie dni
a jednak
gdy wychodzę na brzeg
znowu jestem spragniony
Twoje światło jest ogromne
jak niebo które nie zna ścian
a jednak
dusza chce jeszcze
więcej
Twojej cierpliwości
więcej
Twojej łagodności
więcej
Twojego milczenia
które rozumie wszystko
bo człowiek jest studnią
bez dna
i to jest ten ból słodki
jak plaster złotego miodu
gdy Twoja nieskończoność rozpycha ciasne brzegi
i pękają szwy mojej śmiertelności
wtedy wlewasz we mnie ocean
i choć woda rośnie
po same brzegi serca
głębina wciąż pozostaje
otwarta
gdybym był syty
oznaczałoby to
że jesteś mniejszy
od mojego serca
ale mój głód
jest jedyną miarą
Twego nieskończenia
kocham Cię
jak dziecko kocha światło
którego nie potrafi objąć
i wiem
że będę pił Twoją obecność
przez całe życie
a i tak
odejdę z ziemi spragniony
Twojej miłości
bo dusza nie szuka Boga
żeby przestać pragnąć
dusza szuka Boga
żeby pragnienie stało się wieczne
